"Mrok zachodu" - promocja książki Adama Hellera i Izabeli Stanek oraz recital Aleksandra Bala

Data: 26.04.2024 r., godz. 20.00    Liczba odwiedzających: 183

26 kwietnia legionowski MOK gościł na spotkaniu promującym książkę "Mrok zachodu" jej autorów: Izabelę Stanek i Adama Hellera oraz gościa specjalnego - białoruskiego barda Aleksandra Bala.
Oprócz prezentacji nowo wydanej powieści Adam Heller opowiedział o swojej niedawnej podróży do Ukrainy.

heller-400.jpg (89 KB)
Relacja ze spotkania autorskiego na Facebooku

Strona wydawnictwa - I się wydało

Recenzja powieściowej trylogii: Trylogia Hellera i Stanek – od chaosu świata do porządku słowa – i z powrotem

bal-400.jpg (16 KB)

Aleksander Bal - twórczość barda na postalu youtube

Mieliśmy z tematem: 20. rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego – odczekać do jesieni, aby wtedy, jeśli dobrze pójdzie, ogłosić uroczyście „koniec roku Kaczmar-skiego”, honorując niewątpliwie pierwszego w hierarchii polskiego barda godnymi go wydarzeniami. Jak to jednak w życiu bywa – stało się inaczej; zosta-liśmy przywołani do naturalnego porządku rocznic i wspominamy o Kaczmarskim już teraz, w kwietniu, co jest ze wszech miar usprawiedliwione, bowiem 10 dnia tego miesiąca nasz poeta i bard zmarł, równo dwadzieścia lat temu. 
Okoliczność, która wymusiła na nas tę zmianę, to pojawienie się w Polsce innego barda, białoruskiego śpiewającego poety – Aleksandra Bala. Jeśli o Kaczmarskim wiemy wszystko – lub na życzenie możemy wszystkiego się dowiedzieć (np. kaczmarski.art.pl) – to o Balu nie wiemy nic, a szkoda. 
Aleksander Bal jest, jak wspomnieliśmy, śpiewającym poetą, ale też człowiekiem teatru. Przez 25 lat sprawował pieczę nad muzyczną stroną działalności teatru dramatycznego w Mohylewie (wschodnia Białoruś). Z wielkimi sukcesami realizował spektakle muzyczne dla dzieci, jeździł też po Białorusi i Rosji z recitalami poezji śpiewanej, przeważnie swojej. Na wschód od Brześcia festiwali tych jest wiele więcej, niż u nas, miał więc liczną publiczność. Niekiedy był jurorem, niekiedy „gwiazdą”. I mogłaby ta kariera ambitnego muzyka toczyć się po białoruskich miastach do dziś, gdyby nie, wpisany 
w bardowski los, nerw buntu i tęsknota za wolnością. Udział Bala w protestach przeciwko Łukaszence w 2020 roku spowodował, że wyrzucono go z teatru, zakazano koncertowania. Krótko próbował szczęścia w Armenii, ostatecznie osiadł w Polsce. Tu próbuje sobie na nowo ułożyć życie – trudne życie emigranta, mocno związanego ze swą ojczyzną, zawładniętą przez autokratę. 
Czyż ten los barda Bala czegoś nam nie przypomina? Kiedy w roku 1981 polski stan wojenny Jaruzelskiego zastał Jacka Kaczmarskiego w Paryżu – ten pozostał na emigracji, nie ulegając pokusie powrotu do zniewolonej ojczyzny. Stamtąd słał nam pieśni buntu i wolności, bo tam mógł rozwinąć bardowskie skrzydła. 
W takiej samej, jak Kaczmarski, sytuacji jest teraz Aleksander Bal. Takiej – ale dużo trudniejszej. Bal bowiem pisze 
i śpiewa po rosyjsku. Ten język, obrzydzony nam przez Putina, nie jest wszak Putina własnością, choć nie wszyscy chcą to zrozumieć. Rosyjskie teksty Bala spotykają się czasem u nas z irracjonalnym oporem. Warto z tym oporem walczyć – bo któż, jak nie rosyjskojęzyczny aktywista może zmienić Białoruś i Rosję? 
Jeśli więc proponujemy Państwu spotkanie z białoruskim, rosyjskojęzycznym bardem - jest to propozycja spełniająca, według nas, jeden z wielu artystycznych testamentów Jacka Kaczmarskiego.
Należy mu się to w 20. rocznicę śmierci.