Wystawa Damiana Boguszewskiego "Owoce wyobraźni"

Data: 10.09.2026 r., godz. 17.00    Liczba odwiedzających: 338

Kolory, symbole i opowieści ukryte na płótnie.
10 września w Galerii Sztuki Ratusz spotkaliśmy się na wernisażu wystawy najnowszych prac Damiana Boguszewskiego – naszego lokalnego artysty, którego obrazy przyciągają intensywnością barw, dynamiką kompozycji i wielością znaczeń.
To było spotkanie nie tylko ze sztuką, ale przede wszystkim z artystą i jego spojrzeniem na świat. Liczne pytania, rozmowy i wymiana myśli pozwoliły zajrzeć głębiej w prezentowane obrazy i odkryć, że pod powierzchnią soczystych kolorów kryją się nieoczywiste symbole, skojarzenia i treści.
Jeśli nie mogliście być z nami podczas wernisażu – zatrzymajcie się w codziennym pędzie i zajrzyjcie do Galerii Sztuki Ratusz. Z pewnością każdy z obrazów opowie wam waszą własną historię.

bog-1.jpg (44 KB)

bog-2.jpg (38 KB)

bog-3.jpg (44 KB)

bog-4.jpg (43 KB)

bog-5.jpg (47 KB)

bog-6.jpg (49 KB)

bog-7.jpg (47 KB)

Zakazane i zatrute owoce wyobraźni
fascynacje i przestrogi Damiana Boguszewskiego

    Współczesne malarstwo, którego nie lubię i w które nie mam ochoty wnikać, odsuwa się coraz dalej od wywierania na widza wrażeń bezpośrednich, od estetycznej aury, ogarniającej oglądającego obraz sugestywnie i bez zbędnego pośrednictwa teorii i koncepcji, zakotwiczonych w przeintelektualizowanych interpretacjach. Świat, w którym obraz jest tylko konceptem, wypranym z intuicyjnie działających wrażeń wzrokowych, dostępnych wprost bez zbytecznych wyjaśnień – to w gruncie rzeczy świat pozbawiony malarstwa. W tym bowiem świecie malarstwo (i malarz) sytuuje się dobrowolnie na marginesie, a może nawet i poza nim, w hermetycznej bańce wewnątrzśrodowiskowych gier, dla szerszej publiczności pozbawionych istotnego znaczenia. 
    Na szczęście Damian Boguszewski, którego malarskie usiłowania śledzę od dawna, nie idzie tą ślepą uliczką. Jego obrazy zawierają dwa elementy, według mnie, niezbędne dla każdego autentycznego dzieła sztuki: wywierają wrażenie i niosą przekaz.    
    Wrażenie wywierane na widzu przez obrazy Boguszewskiego wynika z jego niepoprawnej formalnej niesforności. Podchodzisz do jednego obrazu – i widzisz dzieło adepta szkoły kubistycznej w czystej postaci; podchodzisz do innego – i musisz pokłonić się przed abstrakcją usiłującą być jednak figuratywną; podchodzisz do kolejnego – i widzisz dwie lubieżne gruszki zwisające ponętnie nad ciekawskimi główkami równie lubieżnych goździków. Ten właśnie obraz – naładowany erotyzmem jak wiersze Leśmiana czy proza Kundery – uzasadnia tytuł wystawy. Ogłasza nam Boguszewski, że głęboki, istotny erotyzm zakotwiczony jest w przyrodzie, w niej się zaczyna, a wśród ludzi – przedstawionych na innych obrazach tej wystawy – raczej połyskuje bladym ogniem pozoru, jak erotyzujące w obliczu wyrachowania powieści Nabokova. 
    Jeżeli obraz nazwany przeze mnie intuicyjnie gruszki nad goździkami mógłby otwierać wystawę, to zamknąć ją musi kruk wyjący do księżyca. Tu stajemy oko w oko z dziełem kubisty radykalnego i zadeklarowanego. Wszak świat nie jest niczym więcej niż zbiorem płaszczyzn wyznaczonych przez powierzchnie przenikających się wielokątów. Zarówno kruk, jak i księżyc są istotnie aktywne (kruk wyje, księżyc świeci), ale są tylko pozorem siebie, bo składają się z elementów pierwotnej materii, wskazującej nam na oczywistą pozorność wzrokowych wrażeń. Nie ma kruka w kruku ani księżyca w księżycu – ale my utożsamiamy te obiekty z wytworami naszej wyobraźni, owocującej w kontakcie z obrazem mistrza. 
    Można też czytać wystawę Owoce wyobraźni przez symbole, zawarte w wielu obrazach. W mojej pamięci utkwił jeden – sierp półksiężyca, raz trzymany w dziobie przez piekielną w kolorach sowę, innym razem zatknięty na szpikulcu wbitym w królewskie jabłko, jeszcze w innym ujęciu zwieńczający masoński instrument trzymany w ręku przez anarchistkę odwracającą od nas twarz, zafascynowaną lecącym z nieba gradem bomb. Półksiężyc zwieńcza też kompozycję, w której centrum króluje kielich świętego Graala, wyłaniający się z bałaganu symboli niższej rangi, odpływających w zasłużoną nicość.
    Ważną częścią wystawy jest seria portretów. Wszystkie ukazują kobiety. Każdy nasycony jest mistycznymi emocjami. Być może warto autorowi podczas wernisażu zadać pytanie: czy są to portrety w sensie dosłownym, ukazujące jego wizję realnie istniejących kobiet – czy też – zgodnie z tytułem wystawy – są to portrety wyobrażone, portrety obiektów nie istniejących, a tylko powołanych do życia na płótnie imaginacji? 
    Od odpowiedzi na to pytanie być może nie zależą losy świata, ale na pewno losy malarstwa. Bo jeśli takie pytanie zadamy, będzie to świadczyło o tym, że to, co namalowane, choć trochę nas obchodzi.

Robert Żebrowski